Czy można w ogóle uczciwie wygrywać?
Gdy zaczynałem działanie w biznesie ponad dwa lata temu, nie miałem ani doświadczenia ani jakiejś szczególnie szerokiej wiedzy o zarządzaniu. Postanowiłem po prostu kierować się tym, w co wierzę. Działać tak, jak podpowiada mi serce. Klientów obsługiwać tak, jak sam chciałbym być obsługiwany. Polecać takie książki, jakie mógłbym z czystym sumieniem polecić najbliższym przyjaciołom bez obawy, że potem powiedzą, że dałem im do czytania zwykły gniot. I jakie chciałbym, aby mi polecali przyjaciele…

Dlatego od samego początku do dziś nie boję się powiedzieć dystrybutorom “nie”, gdy proponują nam książkę, która jest niezgodna z tym, w co wierzę. Niektórzy ze znajomych łapią się za głowę, że przecież tyle tracę nie włączając do oferty niektórych wyjątkowo głośnych książek. Może i tak, ale dla mnie ważniejsze jest zaufanie Czytelników i Stałych Klientów, którzy ufają mojemu wyborowi niż jednorazowy zysk. Dlatego dokładam wszelkich starań, by w ofercie Tolle et lege nigdy nie było książek, które plują na wiarę chrześcijańską, na nasz kraj lub promują kłamstwo i zło.
Może uznasz, że jestem naiwny. Może uznasz, że dziś liczą się już tylko pieniądze, że najlepszą praktyką jest “po trupach do celu”.
Ja w to nie wierzę. Wierzę, że można przejść przez życie uczciwie. Że to się zwyczajnie opłaci. Bo osiągnąć można coś więcej niż tylko pieniądze, sukces. I nawet nie mam tu na myśli spraw duchowych – chodzi mi po prostu o tę niezwykłą satysfakcję, że zrobiło się coś tak, jak powinno być zrobione. Tę niezwykłą satysfakcję, że moje życie jest po prostu spójne.
Gdy ponad dwa lata temu zaczynałem działanie w biznesie, trafiła do moich rąk książka pod przykuwającym wzrok, a jednocześnie bardzo prostym tytułem: Zwycięzcy nie oszukują. Dziś patrząc z perspektywy tych dwóch lat widzę wyraźnie, jak duży wpływ miała ona na moje podejście do biznesu. I do dziś uważam ją za najlepszą książkę o etyce, jaką czytałem.
Autor tej książki, Jon Huntsman to człowiek, który od zera zbudował gigantyczną firmę i stał się jednym z najbogatszych Amerykanów. Jednocześnie jest jednym z największych filantropów w USA, od samego początku hojnie dzieli się swoim majątkiem z innymi. Poza tym słynie z tak mało dziś popularnej uczciwości. Książka omawia m.in. przypadek, gdy wycofał się z wielomilionowej inwestycji mogącej przynieść gigantyczne zyski, gdyż urzędnicy zażądali od niego łapówki.
Co warte podkreślenia: to nie jest typowa książka chrześcijańska. Huntsman nie odwołuje się do wartości duchowych, ale “czysto świeckich”. Pokazuje, że uczciwym warto być nie tylko ze względu na wiarę.
Książka Zwycięzcy nie oszukują pokazuje, że “grzeczni chłopcy” naprawdę mogą wygrywać w życiu. I nie chodzi tu o mięczaków. Bo naprawdę trzeba być twardym, aby postępować uczciwie. To niemoralne działanie jest pójściem na łatwiznę – drogą ludzi o słabych charakterach. Uczciwi ludzie docierają natomiast na metę – tak w sporcie, jak i w życiu – w wielkim stylu i są szanowani.
Czy jest możliwy jeszcze świat, w którym słowo dane komuś znaczy więcej niż 40-stronicowa umowa opracowana przez kancelarię prawną? Czy jest możliwy świat bez prawników, których głównym zajęciem jest szukanie w tej umowie każdego zwrotu, który pozwoliłby legalnie oszukać drugą stronę?
Huntsman pokazuje, że tak. Jak twierdzi, uczciowość jest cenniejsza niż pieniądze i na dłuższą metę przynosi więcej szczęścia. A poza tym bardzo często to właśnie uczciwość i sumienność przynosi pieniądze…
Ja mu uwierzyłem i jak na razie to się zwyczajnie sprawdza, choćby inni łapali się za głowę i dziwili, że czasem stawiam własne przekonania ponad łatwym zyskiem.
Mnie ta książka bardzo w tym pomogła. Tego samego życzę Tobie. Jeśli tylko uznasz, że warto – sięgnij po nią.
Paweł Królak
admin :: lip.25.2011 :: Recenzje książek :: 13 Comments »
Czy warto być uczciwym?
Warto!
Bo człowiek doznający wiecznej krzywdy nigdy się nie nudzi.
Ja śmierci się nie boję; boję się nudy.
Będąc uczciwym zapewniam sobie ciekawe i odkrywcze życie,
przeprowadzam doskonale zaprogramowany naukowy eksperyment,
którego celem jest zbadanie, kim jest człowiek.
Jednak do prawdziwie twórczego życia
uczciwość własna nie wystarcza.
Zło jest powszechne.
Potrzebna jest więc jeszcze żywotność,
odwaga, bezwzględne dążenie do tępienia
nieuczciwości w otoczeniu.
I jest to rzeczywiście droga prowadząca do
sukcesu, ale nie do sukcesu indywidualnego.
Jeśli chcesz w życiu odnieść sukces indywidualny,
to po prostu m u s i s z być nieuczciwy, skazując się na wyrzuty
sumienia.
Jeśli zaś dążyć chcesz do dobra ogólnego, sobie
zapewniając wewnętrzny pokój i poczucie godności, to musisz być
uczciwy. Jednakże będziesz cierpiał. Dzisiaj taki jest świat.
Ewolucja trwa, kiedyś świat będzie inny.
A co to takiego uczciwość własna?
To życie zgodne z zasadą:
nie oszukuję samego siebie.
A jak ludzie dzisiaj oszukują samych siebie najczęściej?
Przychodzą na świat, by go oglądać i słuchać w TV,
internecie i innych mediach.
Co bardziej kulturalni oglądają obrazy świata w muzeach.
Coraz częściej kupują sztuczne kwiaty
i uśmiechają się przy tym sztucznie.
Zamykają się w skorupach własnych wrażeń,
śnią na jawie.
A które z oszustw przyjmowanych przez nas – ludzi
ciążą nam najbardziej?
Przyjmowanie, że się jest Bogiem,
albo kimś do niego bardzo podobnym,
to samooszustwo największe.
Przyjmowanie, że nasze grzechy są małe,
a takie same grzechy bliźnich są duże,
to samooszustwo ogromne.
Ale, ale…
dzisiaj w kondycji człowieczej jest coś gorszego
od największego samooszustwa.
Co to takiego?
To udawanie, w naszym świadomym wykonaniu, ludzi uczciwych
- aktywna „praca” dla wzbudzenia i utrwalenia
w otoczeniu opinii o naszej uczciwości.
To stwarzanie pozoru.
Im bardziej inteligentna obłudna jednostka ludzka,
tym wrażenie jej uczciwości bliźnim wydaje się pewniejsze.
A czy człowiek uczciwy
może żyć wśród nieuczciwych?
Może, ale musi wierzyć w lepszą przyszłość
i kierować się zasadą:
WAŻNE JEST TO, CO UWAŻAM ZA WAŻNE.
A co jest największym wrogiem uczciwości?
- Pycha.
Pycha – pogarda dla drugiego człowieka,
to potwór sprawiający największe nieszczęścia
tego świata.
A jak zwalczać pychę?
To jest w słowach proste:
- Na całe życie zachowywać
ideały dzieciństwa i młodości.
Ważne jest zatem, by być dobrze wychowywanym dzieckiem
a w młodości nie dać się złamać przez złe wzorce osobowe.
A co jest – tak na co dzień, naocznie –
pierwotnym źródłem źródłem pychy w dzisiejszym świecie?
- To nadprodukcja dóbr materialnych
przy niedoborze produkcji dóbr duchowych.
Reklama napędza nas do posiadania coraz więcej.
Ci, co posiadają najwięcej, stają się posiadaczami władzy.
Pycha jest im potrzebna, by władzę zdobywać i utrzymywać.
Pycha jest posiadaczom władzy niezbędna do poniżenia tych,
którzy mają mniej dóbr materialnych
i tych, którzy nie mają nic.
A jak rozpoznać ludzi dążących do władzy?
- Spieszą się, bardzo się spieszą.
Są nerwowi, raz się smucą, raz się cieszą.
Wpadają w opresje.
Miewają depresje.
Śmieją się ze wszystkich dowcipów,
albo jedynie udają,
że lipne dowcipy się im podobają.
Uwielbiają sport i igrzyska, ale tylko z rozrubami i policją.
Jest im obojętne życie motyli,
pszczół, mrówek i krokodyli.
A dlaczego w ogóle ludzie dążą do władzy?
- Bo w ich ślepej na rzeczywistość świadomości władza
zapewnić może realizację wszelkich osobistych marzeń.
A tak naprawdę – wywołuje znikanie większości
pochodzących z dzieciństwa marzeń.
Jedynie może usprawniać uwalnianie i rozładowywanie
czysto zwierzęcego popędu seksualnego
i związanej z nim wrodzonej, czysto zwierzęcej agresji.
Fizjologiczny jest więc motyw dążenia do władzy, chemiczny
- piękna gorąca kobiecość i niepohamowane męskie pożądanie.
A jak rozpoznać tych, którzy mają pełnię władzy?
- Nie spieszą się, są spokojni.
Na twarzach mają miły, delikatny uśmiech.
O depresji i o Bogu zapomnieli.
Śmieją się tylko z dobrych dowcipów
albo wcale się nie śmieją.
Uwielbiają sport i igrzyska, ale tylko takie,
które całkowicie dyscyplinują masy.
Nie troszczą się o głodujące i umierające dzieci w Afryce.
Idealnie udają troskę o życie motyli,
pszczół, mrówek i krokodyli.